Niestety LEJE, więc po pierwsze: wszyscy zaspaliśmy (chyba po tym szalonym disco), po drugie: zmiana planów. Rano zamiast parku linowego praca w zespołach, budowanie speederów z papieru, tworzenie obozowego transparentu oraz powtórki słownictwa i praca w Jedi Books, budowanie lego. Przy takiej pogodzie jest szansa na przedobiadowy seans filmowy.

Obserwacje pozaprogramowe: uwielbiam obserwować jak dzieci “dojrzewają” podczas kolonii. Zmieniają się z dnia na dzień! Znają swoje obowiązki, stosują się do zasad, umieją utrzymać szyk, szczególnie jedynacy (ale nie tylko) wykazują się większym wyczuleniem na otoczenie (rano zachowują się cichutko żeby nie obudzić innych, sami sprzątają, pomagają innym, czują się za innych odpowiedzialni, czekają na swoją kolej, rozwiązują konflikty, radzą sobie z trudnościami i emocjami bez pomocy Mamy i Taty). Wszystkie punktowane przez nas codziennie kolonijne, jedi’owe zachowania zaczynają się kształtować jak trzeba ;o)

czwartek 11 lipca po południu
II śniadanie: deser czekoladowy z herbatnikami, obiad: kotlety mielone, ziemniaczki, mizeria, zupa ogórkowa, podwieczorek: nektarynki. Kolacja: spaghetti lub/i kanapki, jogurty.

Ponieważ trochę się przejaśniło po obiedzie wyruszyliśmy na zwiedzanie Bornego i jego muzeum. Efekty na zdjęciach mówią same za siebie. Ponieważ wyprawa była piesza, i dystans niezły, w drodze powrotnej wstąpiliśmy do Biedronki nadrobić braki energetyczne. Wyczerpana ekipa wróciła do pensjonatu na krótki odpoczynek, potem kolacja i seans filmowy. Niestety wieczorem znowu się rozpadało więc z nocnej wyprawy na plażę nici. Siła wyższa.

Goodnight at 10 PM ale niektórym filmowa śmierć Jabby podziałała na wyobrażnię oraz pęcherz, więc noc była z przygodami. Do soboty wytrzymamy ;o)

18 Jedi Masters and 3 Jedi Grand Masters