Około 6 była burza ale wszyscy dospali jakoś do pobudki o 8.30. Poranna toaleta, śniadanko (płatki i jajka na twardo- preferencja na to pierwsze), sprzątanie pokoi i …plaża. Na II śniadanie- bułeczki mleczne. Kochane Mamy- pijemy duuużo wody, smarujemy się kremami do opalania, nie martwcie się!

Południowe (najbardziej upalne godziny) postanowiliśmy spędzić na pracy w chłodniejszej sali na dole. A dzisiaj mieliśmy dużo do przerobienia. Po pierwsze- zasady obozowe (order, obedience, night time, punctuality nad charity). Potem podzieliliśmy się na 4 drużyny żywiołów- FIRE, WATER, AIR AND EARTH. Każda drużyna składa się z osób w różnym wieku, w każdej jest po jednym chłopcu, celowo nie najlepszych kumpli- wspólnie pracujemy na codzienne punkty nagrodowe, wspieramy się i motywujemy. A żeby punkty było w co zbierać każdy musiał wykonać swoją osobistą książeczkę żywiołów- sala aż kipiała od pomysłów. Efekty na zdjęciach!!!(więcej już jutro na stronie www.językidlawiercipietow.pl.) Obiad (rosół, kurczak pieczony z ziemniakami i kalafiorem) też zjedzony z dokładkami poza jednym wyjątkiem.

Po południu było o robactwie- powtórzyliśmy nazwy wszystkich znanych nam owadów ( a worm, a caterpillar, a mosquito, a fly, a butterfly, a dragonfly, a bee, a grasshopper, an ant, a spider etc), i ruszyliśmy na polowanie na robaki na pobliską polankę ( wypryskani uprzednio na komary i kleszcze a po powrocie sprawdzeni czy nic nam się nie “przyczepiło). “We are going on a bug hunt. We’re going to catch some big ones! What a sunny day! Are you ready? OK!” I polowanie udane- poza pszczółkami i ważką (która była, ale uciekała zbyt skutecznie) mieliśmy chyba wszystkie wyżej wymienione. Potem parami opisywaliśmy nasze znaleziska ( This is a grasshopper, it has four legs, two wings and it’s green. It is not a girl- it has no handbag ;o). Podwieczorek: arbuz. Po powrocie do sali (na zewnątrz a very hot 33 degrees) sami projektowaliśmy ciężarki do papieru z kamieni w kształcie owadów ( i prezent dla Taty z głowy!) i poznawaliśmy słownictwo związane z Ziemią.

Kolacja (placki ziemniaczane ze śmietaną i cukrem, sałatka z fasoli, sera i makaronu plus kanapki)- z dokładkami. Ta grupa ma niesamowity apetyt i wszyscy wszytko jedzą! Ewenement!

Po kolacji wszyscy poszli się wykąpać i już w piżamach zeszli na movie night- Magadaskar 3. Po angielsku, ale jakoś nie było widać żeby to komukolwiek przeszkadzało ( może to zasługa popcornu i paluszków???).

Goodnight, sleep tight, don’t let the bed bugs bite….

Z pozdrowieniami z Borneo,
16 Żywiołów i ich Opiekunowie