Znowu burze i deszcz, niektórzy przytulali się w nocy do Kamili, ale wszyscy dotrwali do rana. Śniadanie (zacierki na mleku) nie wszystkim przypadły do gustu, ale kanapki były “OK”. Na drugie śniadanie wciągnęliśmy jabłka i banany.

Rano pierwszym punktem zajęć były- jak zwykle-powtórki słownictwa z dni poprzednich. Dzisiaj tematem jest powietrze- rano robiliśmy eksperymenty z balonami i drożdżami, różne modele samolotów z papieru, dużo nowego słownictwa. Nauczyliśmy się też naszej piosenki obozowej “Always look on the bright side of life” z serii Monthy Pythona.

Z powodu ulewy wszelkie wyjścia były wykluczone, ale wyjazdy samochodem terenowym (moim!) nie. Dzieci pojechały ze mną (każda 4-osobowa drużyna z osobna) na stary poligon niemiecko- rosyjski żeby obejrzeć ruiny koszar oraz plac treningowy.

Obiad: barszcz ukraiński( moim zdaniem pycha, ale część dzieci kręciła nosem) za to “dopchały” drugim daniem- bryzole z cebulką i frytkami. Dokładki były.

Podwieczorek: ciasto.

Sesja popołudniowa to wiatr i jego siła- robiliśmy wiatraczki oraz puszczaliśmy wielkie bańki mydlane. Słownictwo jak zwykle obowiązkowo, parę piosenek na świeżym powietrzu ( “Purple soup” and “What would you do if a robot came to tea?”) oraz konkurs na utrzymanie piórek w powietrzu najdłużej jak się da. A potem znowu lało więc zmiana planów na wieczór- film “How to train a dragon” – tym razem zgodziłam się na wersję angielską z napisami. I na popcorn też się zgodziłam ;o). Od jutra zapowiadają poprawę pogody, kąpielówki w pogotowiu!

16 patrzących na słoneczną stronę życia (z wyboru!) Żywiołów oraz 3 bardzo zadowolonych ze swojej grupy Wychowawców.